fbpx
Kiedy brakuje ci przestrzeni – za mało skóry na nowe tatuaże

Kiedy brakuje ci przestrzeni – za mało skóry na nowe tatuaże

Na jednym nigdy się nie kończy. Tak mówimy idąc na sesję tatuażu lub na drinka. Co zrobić, jeśli zaczyna brakować nam skóry na nowe ozdoby? Jak tworzyć kompozycję, by długo cieszyć się kolejnymi wzorami na ciele?

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak planować kompozycję
  • Co zrobić, gdy zabraknie miejsca na tatuaże
  • Jak wyznaczać granice powierzchni do tatuowania

Kompozycja i planowanie

Tatuaże uzależniają – tak mówią ci, którzy je posiadają. Chcemy je tworzyć w mniej lub bardziej przemyślany sposób, ale jedno jest pewne – nadejdzie moment, w którym uznamy, że pragniemy czegoś nowego w miejscu starych wzorów. Możemy się wtedy pokusić o cover, ale niesie to za sobą sporo komplikacji – stary tusz, mimo że może blednąć i się rozlewać to nawet pod niszczącą wiązką lasera będzie się trzymał naszej skóry jak trzydziestolatek mieszkania z rodzicami.

Zatem zaplanowanie podziału naszej skóry to element ważny. Tworząc duże kompozycje mamy ograniczone pole manewru – dwie ręce, tyleż nóg, front i plecy, szyja z głową. Do dyspozycji pozostają nam jeszcze boki i pośladki oraz ewentualnie łono. Stemplując swoje ciało w małych tatuażach częściej możemy się cieszyć nowym wzorem i z relatywnie dużą łatwością łączyć je w spójne kompozycje. 

Niedokończona przygoda

Warto traktować tatuaż jako niekończącą się przygodę. Ozdobę, której nie możemy usunąć, ale możemy lub wciąż powinniśmy móc rozbudować o kolejne składniki. Pomiędzy nimi będziemy mogli wkomponować mniejsze – delikatniejsze – tatuaże. Ale i tu kiedyś może zabraknąć nam miejsca, a raczej nie doszyjemy sobie dodatkowych kończyn, bo nikt nie produkuje czterorękawowych bluz i swetrów.

Jednym z ewentualnych scenariuszy jest taki wybór wzorów, aby mogły one przyjąć kolejną warstwę tuszu. Gotowa postać lub zwierzę mogą przecież także zostać przyozdobione tatuażami. Innym sposobem jest zwykłe odświeżenie staroci. Nie są to covery, a tak zwane odpimpowanie tatuaży, które utraciły dawny blask i sytość barwy. Najbardziej wymagającym sposobem jest blackout. Ten rodzaj tatuażu sprawia, że nasza skóra na nowo staje się pustym płótnem, ale tym razem w odcieniach czerni i szarości. Bo nie oszukujmy się – wygojony blackout nigdy nie jest równomierną aplą, a najczęściej przybiera formę gradientowych, popielatych odcieni. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to znaczy, że widział je tylko świeże albo podciągnięte graficznie na zdjęciach. Tak czy inaczej blackout może na nowo stać się planszą dla nowych dzieł, ale tym razem odwróconych, bo wykonanych bielą.

Poza granicami akceptowalnej przestrzeni

Jest jednak pewna granica, której nie powinniśmy przekraczać w doborze miejsc przeznaczonych na tatuaże. Wraz z ich rosnącą ilością podchodzimy do nich zawsze z większą nonszalancją. I nawet, jeśli początkowo mieliśmy jasny plan, dokąd dojdziemy to z czasem kompozycje mogą rozwinąć się w trochę innym, choć bliskim pierwotnemu kierunku. Granicą tą jednak powinna być przestrzeń, jaką na tatuaż przeznaczamy. I dla każdego będzie ona położona gdzieś indziej – nie niżej niż biceps, nie dalej niż nadgarstki, nie wyżej niż krtań, nie głębiej niż kość krzyżowa i tak dalej, i tak dalej… Dlaczego? Bo trudniej rozbudować gotową kompozycję niż ją zaplanować od początku. A to sprawi, że zaserwujemy sobie niższy poziom spójności ozdób. Chyba, że chcemy wyglądać jarmarcznie – to też spoko tylko ważne, żeby technika była godna naszej skóry.

Podsumowanie

Nasza skóra powinna przypominać zeszyt wspomnień, dumy, radości, symboli, kreatywności… ale w żadnym wypadku brudnopisu. Pamiętajmy, że nawet największy kajecik kiedyś się kończy. Wtedy pozostaje nam przyozdabiać istniejące w nim rzeczy, wszystko zakorektorować lub zamazać czarnym tuszem i zmienić długopis na biały, albo pogodzić się z faktem, że nic już się więcej nie wciśnie. Możemy też wyjść poza schemat i zacząć mazać po okładce i grzbietach. Możemy wszystko. I to w naszym guście leży ocena czy efekt końcowy nam się podoba.