fbpx

Alaska Simi’n’ska

Alaska należy do naszego teamu. W rozmowie opowiedziała nam o poszukiwaniach swojego stylu, podejściu do samorozwoju i do pracy. Wyznaje zasadę: „Im więcej wiem, tym więcej mogę się jeszcze dowiedzieć.” Na co dzień spotkacie ją w Zajawa Tattoo we Wrocławiu.

 Jak zaczęła się twoja przygoda z tatuowaniem? 

Przez przypadek 🙂 Nawet nie wiem, gdzie szukać początku tej przygody. Za dzieciaka dużo rysowałam i wycinałam. Potem rysowałam po sobie i po kolegach, i koleżankach z klasy. W zeszytach, w podręcznikach, kredą na ścianie – wszędzie gdzie był kawałek miejsca był jakiś mój bazgroł. Jeździłam na desce, miałam starszych kolegów – oni mieli zajawkę na tatuaże, a ja mazaki w kieszeni i tak to jakoś poszło. 

Planowałaś od samego początku karierę tatuażysty? 

Absolutnie nie miałam tego w planach. Moim planem na życie było zostanie super-znanym projektantem grafiki użytkowej i wzornictwa przemysłowego. Generalnie moja kariera zawodowa jest dość barwna, więc skrócę ją do minimum. Pracowałam na poczcie w sortowni paczek, byłam drukarzem i introligatorem, przewinęłam się przez pogotowie energetyczne i basen, aby ostatecznie pracować w agencji reklamowej do której bardzo chciałam trafić. Wszystkie te miejsca sprawiły, że moim jedynym marzeniem w temacie pracy było po prostu trafić do miejsca, gdzie będę spędzać czas wartościowo ze szczerymi ludźmi i dzięki tatuowaniu, tak właśnie się stało. Bycie tatuatorem to ciężka praca fizyczna i umysłowa, ale za to jaka satysfakcjonująca! Jestem szczęśliwa, że tak wybrałam. 

Jesteś samoukiem czy uczyłaś się pracy w studiu?

Czy jestem samoukiem? Tak. Czy uczyłam się pracy w studiu? Tak… i uczę się nadal. To jest cudowne w tej pracy, że to wszystko żyje i nie ma czasu dokonanego. Proces, próby, seminaria, wspólne rysowanie, wzajemne korekty. Im więcej wiem, tym więcej mogę się jeszcze dowiedzieć. W Zajawie mam wspaniałą ekipę ludzi o otwartych umysłach i czerpie z tego ile się da. Praktykantów staram się uczyć, żeby nikogo nie naśladowali tylko żeby próbowali i wyciągali własne wnioski. Wiadomo, że jest pewien schemat i podstawa, która jest spuścizną starszych pokoleń i to trzeba znać. Praktykanci muszą mnie słuchać, ale mogą podważać moje tezy. Z takiej dyskusji wynosimy oboje i to jest ekstra! Ja z przyjemnością słucham ich rozwiązań i doświadczeń wynosząc z tego wiele dla siebie.

Kiedy trafiłaś do profesjonalnego studia?

Nie pamiętam kiedy to było dokładnie, ale chyba rok po tym jak wzięłam maszynkę do ręki pierwszy raz. W zasadzie od początku czerpałam wiedzę od profesjonalisty jakim jest Roger Werno, właściciel studia Rogeros Tattoo w Rudzie Śląskiej. To właśnie Roger nauczył mnie podstaw i gdy już opanowałam teorię pozwolił mi praktykować w swoim studiu. 

Ćwiczyłaś najpierw na sobie? 

Pierwszy tatuaż zrobiłam na sobie, ale nie nazwałabym tego ćwiczeniami, zważywszy na sytuację, w której powstał. Kiedy zajęłam się tematem tatuowania na poważnie jako pierwsze pod igłę poszły pomarańcze, potem jakaś beznadziejna guma imitująca skórę. Następna była Eliza i z tego miejsca bardzo Ci za to dziękuję! Potem już poleciało 🙂

Jaki jest twój styl tatuowania? Jak go wypracowałaś?

Strasznie nie lubię tego pytania, bo zmusza mnie do wybrania jakiejś szufladki i zajęcia w niej konkretnego miejsca, a ja raczej stroję przed ścianą szuflad i obserwuje wszystkie zakamarki. Lubie tę perspektywę, lekko odległą. Dzięki temu mogę czerpać z różnych miejsc w zależności od tego jak w danym momencie się czuję. Moją dotychczasową twórczość podzieliłabym raczej na etapy: kolorowy i czarnoszary, i to też nie w kolejności chronologicznej. Proces interesuje mnie bardziej niż osiągniecie celu. Jakiś tam azymut w temacie stylu mam, chciałabym żeby kiedyś ktoś spojrzał na moją pracę i powiedział „o, to na pewno Alaska”. Jednak na razie szukam, próbuje różnych rozwiązań mieszając style. 

Skąd czerpiesz inspiracje? 

Inspiracja jest wszędzie. Brzmi to banalnie, ale taka jest prawda. Inspiracja to film, to światło, to dźwięk. To żart kolegi albo czyjaś rozmowa zasłyszana w klubie. Warto chodzić do galerii, na wystawy, brać udziały w różnych warsztatach. Inspiracją są też wydarzenia, w których się uczestniczyło i wrażenia po nich. Inspiracja to uczucia, które w sobie nosimy. Synteza codziennych doświadczeń – tak bym to określiła w odniesieniu do projektów, które robię dla siebie. Natomiast w sytuacji kiedy robię projekt dla konkretnej osoby to ona podrzuca mi pomysł, który później ja ubieram w formę bazując na swoich umiejętnościach i wiedzy. 

Są motywy, których się nie podejmiesz? Jak, tak to jakie?

Jest sporo motywów, których się nie podejmuję. Łatwiej mi opisać jakie motywy pojawiają się w moich pracach. Są to zazwyczaj motywy roślinne, zwierzęta, kosmos, abstrakcja. Czasem motywy filmowe, malarskie lub związane z muzyką. Bardzo lubię modernizm i bauhaus, ale mam jakiś słaby odbiór takich prac. Mimo wszystko jednak planuje w tym kierunku tworzyć więcej, nawet jeśli to pójdzie do szuflady. Mocno ostatnio znowu wpływa na mnie malarstwo i polskie projektowanie graficzne w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. 

Czujesz stres podczas tatuowania? 

Teraz już nie. Udało mi się wypracować takie schematy działania w pracy, żeby wyeliminować stres. Wystarczy, że klient jest zestresowany. Ja swoją postawą muszę wprowadzać spokój i opanowanie w kontaktach z ludźmi.  

Jesteś wstanie policzyć, ile mniej więcej tatuaży wykonałaś?

Jesteś w stanie mniej więcej policzyć, ile tych tatuaży było odkąd jestem w Zajawie (Zajawa Tattoo Wrocław) bo to właśnie wtedy stwierdziłam „o! Kiedyś padnie takie pytanie”. Zatem odkąd jestem w Zajawie, czyli jakieś 3 lata, sfotografowanych tatuaży mam na koncie ok. 450, a też nie wszystko fotografuję. Natomiast, ile ich jest od samego początku mojej tatuatorskiej drogi? Ciężko powiedzieć. 

Co uważasz za najważniejsze w procesie gojenia? 

Moim zdaniem kluczowe w procesie gojenia jest zaangażowanie klienta i jego zrozumienie zasad, którymi musi się kierować w tym czasie. Wiadomo, że każdy tatuator ma swoją teorię na ten temat, ale każda opiera się na tym, że to bardzo ważny i delikatny proces. Lekceważące podejście do tego tematu może skończyć się poważną infekcją w efekcie, czego zamiast cieszyć się tatuażem będziemy z przerażeniem biegać po lekarzach. Nie powinniśmy też ślepo ufać temu, co opisuje się na ten temat w internecie. Wasz tatuator to wasze źródło informacji i nie powinno być inaczej. 

Dzięki Alaska za rozmowę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *