fbpx

A co na to babcia?! Pokoleniowa tolerancja tatuaży

Tatuaż jest zjawiskiem powszechnym i popularnym. Do ich robienia nakłania nas chęć wyrażenia i podkreślenia swojej indywidualności, kwestie estetyczne posiadania ładnego i wyróżniającego wzoru lub w najmniejszym stopniu – uwarunkowania społeczne i przynależności grupowej. Ale jak wcześniejsze pokolenia podchodzą teraz i postrzegały tatuaże przez lata? 

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O postrzeganiu tatuażu przez pokolenia
  • Tolerancji społecznej zdobienia ciała
  • Różnicy pokoleniowej

Ok boomer

Zjawiskiem typowym dla młodszego pokolenia jest sprzeciw i kontestacja stylu życia ich poprzedników. Boomersi wyrażali go budując ruch hippisowski, pokolenie X przez nihilizm i przemierzanie niewiadomej przyszłości, igreki przez zuchwały protest skostniałych niepewności międzyustrojowych transformersów oraz otwartość cyfrową, a najmłodsze zetki przez swoją plastyczność, tu i teraz i dekadentyzm doświadczeń.

Każde z tych pokoleń inaczej podkreślało estetykę swojego ciała. Każde inaczej podchodziło do tatuażu. Boomersi to stara wiara tradycyjnych tatuaży – amerykańskiego oldschoolu. Ten tatuaż był symbolem pamiątki i zdobytych doświadczeń. To dzięki nim w latach 60. tatuaż przestawał być postrzegany jako coś nielegalnego, zabronionego. 

Come as you are

Z kolei osiągające dorosłość w latach 80. pokolenie Kurta Cobaina zdawało się nie zdobić swojego ciała tatuażami tak ochoczo. Choć w tym czasie istniał kult pięknego, zdrowego ciała, a poprzednia generacja odblokowała tolerancję na tatuaż, który spowszechniał, to ten okres nie wyróżnia się specjalnie swoim wyszukanym stylem oraz popularnością.

Dopiero 10 lat później, na fali przemian geopolitycznych, tatuaż stawał się doskonałym sposobem na podkreślenie swojej kreatywności i indywidualności lub chęcią dopasowania się do stylu swojej ulubionej – inspirującej – gwiazdy. Jednak w samej Polsce należało wtedy wciąż ukrywać tatuaże. Kojarzyły się one z niskim poziomem inteligencji, skłonnością do zuchwałej brawury i ryzyka, lekkością obyczajów, odbytym wyrokiem, marginalizacją społeczną. A już na pewno wiązał się z dużym ryzykiem niezatrudnienia. Dlatego polska scena tatuażu wciąż pozostawała w cieniu, a na świecie królowały tribale, różyczki, motylki i inne realistyczne wzory.

Can’t touch this

Zmiana przyszła z rozpowszechnieniem zachodniej kultury, gdy zbliżaliśmy się do XXI wieku. Teledyski zagranicznych twórców, moda na californian punk, tatuaże niegrzecznych wokalistów sprawiły, że millenialsi oswoili się z kontrowersyjnym wyglądem ozdób, ale ich igrekowi rodzice stawali okoniem, zgodnie twierdzące, że z takim wyglądem ich dzieci nie znajdą pracy i wypracowali legendarne wręcz określenie na tatuaż wykonany na możliwie najbardziej dolnej części pleców. 

Czy to znaczy, że się wtedy nie tatuowaliśmy? Jeszcze jak! Ale wciąż sposobem takim, by tatuaż dawało się zarówno wyeksponować, jak i łatwo ukryć. Czyli na krzyżu, plecach, bicepsach. Trzeba było być niezwykle zuchwałym, aby pozwolić sobie na cały rękaw lub konglomerat przypadkowych wzorów, w których trudno doszukiwać się było można spójnej kompozycji.

YOLO

Dopiero dorosłe pokolenie millenialsów pokazało, że widoczny tatuaż nie jest niczym złym. Blisko 40% z nich ma co najmniej jedną taką ozdobę. 

I rozgościły się wielkie kompozycje – pełne rękawy, nogi, plecy, klatki piersiowe, zaczęła królować symetria. Ale wciąż komponowane tak, by mógł je przykryć rękaw koszuli i biały kołnierzyk. Który to ignorowały dopiero te igreki, które weszły w poczet zawodów bardziej otwartych, kreatywnych, niezależnych, z mniejszym ryzykiem wzbudzenia kontrowersji i bezpośrednim kontaktem z drugim – przypadkowym – człowiekiem.

Co innego zetki. Ci wręcz oszaleli na punkcie małych, ironicznych tatuaży. Dla nich symbolika jest kwestią wtórną, a najważniejsza jest estetyka. To oni pozwalają sobie na tatuaż na twarzy, powiekach, łukach brwiowych, wewnętrznych stronach dłoni. Odwrócili systematykę znaczenia symboli – zamiast wzniosłych sentencji i cytatów wolą ironiczne słowa matki. To ta grupa stawia na indywidualne pojmowanie świadomości estetycznej ciała. Wolą te wzory, które niekoniecznie są ładnie wykonane, ale przełamują kolejne konwenanse.

Podsumowanie

Co na to babcia? Najstarsze pokolenie naszych pradziadków doskonale rozumie chęć wyrażenia swojej indywidualności, bo dorastali w okresie trudnych czasów. Naszym dziadkom trudniej zrozumieć chęć zdobienia ciała tatuażem. Podobnie nasi rodzice nie lubią tatuaży, bo ich okres dorastania i obecności na rynku pracy często kojarzył się z niepewnością, niestabilnością i burzliwymi zmianami ustrojowymi niepewnego jutra, ale są w tej materii jednak dość tolerancyjni. Dzisiejsi trzydziestolatkowie dopiero powoli stają się konsekwentni w swoich ugruntowanych poglądach konserwatywności lub tolerancji, ale ich dostęp do internetu ukształtował w nich wysoki poziom znieczulenia na to, co szokujące. A młodzież? Wyraża swój sprzeciw, który ocenimy dopiero za kilka lat.

Chcesz być na bieżąco – dołącz do naszej grupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *